Potłuczenia i złamania – to częste skutki wypadków, do jakich dochodzi na oblodzonych i nie odśnieżonych chodnikach. Wiele osób nie stara się o odszkodowanie od zarządcy terenu, uznając to za tak zwaną „walkę z wiatrakami”. Okazuje się jednak, że można uzyskać odszkodowanie, ale droga do niego jest długa.
Monika Przezdzienk, mieszkanka Kędzierzyna-Koźla, w 2002 roku upadła i potłukła się na oblodzonym przejściu dla pieszych. Początkowo nie chciała starać się o odszkodowanie, ale gdy kolejny raz przechodziła w tym samym miejscu, uznała, że z niedbalstwem zarządcy trzeba coś zrobić. Przejście to bowiem nadal było bardzo śliskie. Skierowała sprawę do sądu i wygrała proces.
Sprawa trwała ponad rok, jednak zdaniem pani Moniki to również było spowodowane przez zarządcę. Ma pomysł jak przyspieszyć postępowanie, oszczędzając poszkodowanym czasu i wysiłku.
To, że decyzja pani Moniki o skierowaniu sprawy do sądu była jak najbardziej zasadna, potwierdza Marcin Sypniewski z bydgoskiej kancelarii Eventus, zajmującej się takimi przypadkami. Zauważa jednak, że największy problem polega na braku szybkiej decyzji poszkodowanego.
Nie ma znaczenia czy jesteśmy ubezpieczeni czy też nie.
Arkadiusz Kryś, kierownik Powiatowego Zarządu Dróg w Kędzierzynie-Koźlu potwierdza słowa Marcina Sypniewskiego - jeśli dojdzie do upadku, poszkodowany musi udowodnić odniesione obrażenia i precyzyjnie wskazać miejsce gdzie do niego doszło. Ponieważ Powiatowy Zarząd Dróg jest ubezpieczony, to przyspieszy przewidzianą w prawie procedurę.
Jak się okazuje do takich zdarzeń częściej dochodzi latem niż w zimie – przy zapadniętej płytce lub brakującej części chodnika.
Tomasz Adamek (oprac. WK)
Środa, 4 lutego 2009 11:12, aktualizacja 04.02.2009 14:01