Czy jako posłowie na Sejm Rzeczypospolitej, kandydując w wyborach do Europarlamentu, nie oszukują swoich wcześniejszych wyborców, tracąc zaufanie? To jedno z pytań które padło podczas dzisiejszej (26.05) dyskusji zorganizowanej przez studentów politologii w Collegium Civitas Uniwersytetu Opolskiego.
Danuta Jazłowiecka zapewniała, że ma bogate doświadczenie, jeśli chodzi o tematykę europejską i jej wysiłki od dawna zmierzały ku kandydowaniu w tych wyborach.
Sławomir Kłosowski zaś zauważył, że tak jak doświadczenie samorządowe niegdyś ułatwiło mu pracę posła, tak teraz poselskie będzie nieocenione w Europarlamencie.
Natomiast Stanisław Rakoczy stwierdził, że nie chciał ignorować podpowiedzi kolegów z partii, by startować w eurowyborach.
Te wyjaśnienia nie zadowoliły zadającego pytanie szefa koła politologów Bartosza Maziarza. Przecież wiadomo, że ich uposażenia wzrosną - zauważa.
Tylko jeden z uczestników debaty Sergiusz Najar, były wiceminister spraw zagranicznych jako plus potraktował to, że nie jest i nie był posłem. Zauważył, że skupianie się na sprawach zagranicznych, co robił do tej pory, o wiele lepiej przygotowuje do sprawowania mandatu europosła niż doświadczenia samorządowe, czy poselskie.
Adam Barański (oprac. WK)
Wtorek, 26 maja 2009 15:04